piątek, 27 marca 2015

being in the Zone

Jakiś czas temu rozmawiałem z kolegą z zespołu. Nie pamiętam o czym dyskutowaliśmy, ale to nie temat tej rozmowy jest bodźcem do napisania dzisiejszego wpisu.

W pewnym momencie mój rozmówca stwierdził, że po wszystkich czynnościach i aktywnościach, które zewsząd na niego spływały, w końcu miał chwilę na to, co programiści lubią najbardziej – na pisanie kodu. Przez jakiś czas nic go nie odrywało od programowania i znalazł się znanym każdemu programiście stanie, kiedy kod po prostu płynie przez palce.

Zawsze ten stan lubiłem i cenię każdą minutę, w trakcie której mogę pogrążyć się w kodzie. Nie martwiąc się o to, że coś lub ktoś mi zaraz przeszkodzi. Dlatego też stwierdziłem z uśmiechem, że w końcu mógł sobie w spokoju popisać, a będąc w tym stanie z pewnością efekty jego pracy stały na wysokim poziomie. Zawsze twierdziłem, że będąc tak skupionym na kodzie, gdy paradoksalnie prawie nie masz czasu na myślenie, jego tworzenie ma trochę ze sztuki. Jesteśmy natchnieni i temu natchnieniu dajemy ujście.

Jakież było moje zdziwienie, gdy mój znajomy stwierdził, że on wręcz przeciwnie, nie lubi być w takim „transie”.

Że co? Ale dlaczego?

Bo w takich chwilach jego kod za bardzo mu się podoba, podchodzi do niego niemal bezkrytycznie. Co z tego, że ten kod rzeczywiście płynie skoro jest podatny na błędy. A jest tym bardziej podatny, bo on… jest z niego zadowolony.

A co Wy myślicie na ten temat? Jak podchodzicie do tych momentów, gdy możecie zatopić się w tworzeniu i odpłynąć?